Engelberg Titlis Arena

02:44 Via Szwajcaria 4 Comments

Długo zbierałam się z następną recenzją, ale chciałam po prostu, żeby post był przemyślany i obiektywny, a o obiektywizm przy dzisiejszych zmianach pogody i warunkach śniegowych naprawdę trudno. 


Engelberg Titlis Arena


Zima w tym roku daje w kość, Mamy dni nieustających opadów śniegu w górach, co daje ekstra powder day, albo cieplutką wiosnę z ćwierkającymi ptaszkami i temperaturą, która skutecznie odbiera narciarzowi to, co najlepsze. Brakuje niestety stabilnej zimy, przez co ludzie zmuszeni zaplanować swoje urlopy dużo wcześniej mogą trafić na niezły pasztet pogodowy (tak jak to ostatnio mój znajomy, który swój wyjazd narciarski w lutym ochrzciłł bardziej jazdą na nartach wodnych). 
No cóż, ale klimat się zmienia (co zauważył nawet Leonardo DiCaprio w swojej oskarowej przemowie), więc trzeba się z tym smutnym faktem pogodzić i cieszyć się, że jeszcze w ogóle mamy śnieg w Europie. Dosyć już narzekania, czas na konkrety. Dzisiaj pod lupę idzie mały, acz znany ośrodek narciarski, który położony jest zaraz w sąsiedztwie Lucerny, Zurychu i Zug, czyli Engelberg Titlis Arena





Ośrodek jest położony w bardzo malowniczym regionie, a dojazd na stok jest bardzo prosty - zarówno samochodem, jak i pociągiem. Z doświadczenia polecam jednak wybrać się pociągiem, bo na drodze zdarzają się małe korki, a szkoda tracić pół godziny słoneczka w samochodzie. Parkingi są także dodatkowo płatne, więc może warto rozważyć zostawienie samochodu przy najbliższej stacji kolejki i podjechania tego jednego przystanku pociągiem. 
Co do samego położenia wyciągu... Jest oczywiście super alpejsko, a to za sprawą wysokiego położenia Titlis Areny i sąsiedztwa ogromnego lodowca. Zachwyca też fakt bardzo szybkich i sprawnych wyciągów, a także interesującej kolejki na Titlis, która obraca się wokół własnej osi, zapewniając turystom wspaniały, panoramiczny widok i rozwiązując odwieczny problem: "do której szyby w wagoniku przykleić swój nos?".Teraz przyklejasz do jednej, a ona się obraca... Genialne rozwiązanie! 


Widoki ze szczytu Titlis


Pozdrowienia dla Basi i dla polskiej firmy Majesty (dzięki za ekstra narty, prosto z Polski - dumnam!), i dla mojego Kadola, który narty naostrzył, nasmarował, zapakował i przysłał do Szwajcarii

Zza chmur też wyglądają ładnie... 


Porównując ofertę ośrodków narciarskich na północy Szwajcarii, a więc niedaleko Luzerny, Titlis Arena wypada całkiem korzystnie za sprawą 82 kilometrów tras. Oczywiście ma się to nijako do innych ośrodków, typu 4 Doliny, czy Zermatt, ale jeżeli ktoś nie planuje wycieczki na drugi koniec Szwajcarii (a dojazd do mojego ukochanego Wallis/Valais bywa nieco uciążliwy), to Engelberg jest całkiem korzystnym rozwiązaniem. Muszę jednak zepsuć Wasze plany i napisać także i o minusach tego ośrodka:

Cena karnetu - no cóż... nie jest jakoś powalająco drogo, ale też znam większe i fajniej położone ośrodki w dużo lepszej cenie. Podejrzewam jednak, że wysoka cena karnetu argumentowana jest położeniem wyciągów obok lodowca i nowoczesnymi kolejkami. Za 1-dniowy skipass zapłacimy 62 franki (plus 5 franków kaucji za karnet).

82 kilometry tras brzmi dumnie, ale jakoś w praktyce to wrażenie nieco się zaciera, a to za sprawą szerokości tras. Położenie Titlis Areny jest naprawdę imponujące ze względu na towarzystwo naprawdę konkretnych szczytów, ale skalisty i wysoko położony teren uniemożliwia poprowadzenie naprawdę szerokich i przestronnych tras. W niektórych momentach "pisty" robią się śmiesznie wąskie, co przy dużej ilości narciarzy lub dla kogoś, kto nie ma zbyt dobrych umiejętności narciarskich, może być nieco uciążliwe.

Tłumy w słoneczny dzień - ze względu na położenie niedaleko największych miast na północy Szwajcarii, Titlis Arena może być nieźle zatłoczona w słoneczny, zimowy dzień. Wtedy kolejka do pierwszego wagonika może być naprawdę długa, a na stoku czeka nas niezły slalom, ale i tak nie jest aż tak źle, jak w rodzimej Polsce na Kotelnicy Białczańskiej... ;-)

Warunki śniegowe i pogodowe - jeździłam na Titlis Arenie przez 3 dni i trafiłam na trzy kompletnie różne warunki śniegowo-pogodowe. Przez dwa z tych dni, trasy na samej górze przy lodowcu były zamknięte dla narciarzy ze względu na bardzo silny wiatr. W takich momentach gondolka obrotowa na Titlis kursuje, ale narty trzeba zostawić na dole i zjazd jest zabroniony. Podejrzewam, że położenie Titlis Areny jest dość niefortunne i często zdarzają się tam silne wiatry, które zabierają nam najfajniejszy (moim zdaniem) zjazd z samego szczytu góry Titlis - warto więc przed wyjazdem sprawdzić prognozę dotyczącą podmuchów wiatru! Jeśli trafimy na słoneczno-wietrzny dzień istnieje duża szansa, że trasy będą bardzo oblodzone, a śnieg bardzo zbity (bawiąc się w profesjonalne terminy - gips przewiany). Takie warunki spotkać można często w wysoko położonych ośrodkach narciarskich, a w takiej niekorzystnej formie zapamiętałam niestety swój wypad do Zermatt... Ale jeśli ktoś lubi szybką jazdę na zjazdówkach po dobrze ubitej trasie, to taki warun jest idealny.


Do plusów niewątpliwie zaliczam off-ride... Jest bardzo dużo możliwości i tras, niestety raczej dla doświadczonych narciarzy, ze względu na ilość skał i urwisk, a więc trzeba umiejętnie zaplanować zjazd! Jeżeli tylko trafimy na "powder day" i duży opad śniegu, to jazda staje się naprawdę przyjemnością i można nieźle się wyszaleć. Trasa, która wiedzie ze szczytu Titlis ma nawet specjalny odcinek oznaczony na mapie, jako off-piste, a więc każdy narciarz może poczuć się nieco jak freerider ;-) Niestety, trzeba wiedzieć kiedy trafić na taki dzień - często są to właśnie te najbardziej smutne i zachmurzone dni, ale bezwietrzne i z dużą ilością świeżego puchu!

Warunki śniegowe w bardzo pochmurny, acz sprawiający dużo radości dzień ;-)

Atrakcja dla Chińczyków, ale i nie tylko - najwyżej zawieszony most w Alpach!


Chyba jedna z najładniej poprowadzonych nartostrad w dół - sama przyjemność!

Titlis w słoneczku


Engelberg Titlis Arena ma do zaoferowania jeszcze dużo innej rozrywki - wspaniałą trasę biegową o naprawdę wysokim i bajecznie położonym wypłaszczeniu, trasę na skutery śnieżne i na zwykły spacer. Jest też mini wyciąg taśmowy przeznaczony dla fanów jazdy na sankach. Przy Engelbergu znajdują się także orczyki dla początkujących narciarzy, które gwarantują fajne widoki i super fajne trasy dla tych, którzy dopiero się uczą. Pytałam Pani w okienku i jest możliwość wykupienia karnetu jedynie na ten sektor początkująco-biegówkowo-spacerowy, tańszy prawie o połowę!




Zdecydowanie polecam ten ośrodek wszystkim leniuchom, którzy wolą sobie dłużej pospać, a krócej jechać samochodem, czy pociągiem... Dla mnie szczególnie fajna sprawa, gdyż pracuję w Luzernie i w wolny dzień mogę śmiało wyskoczyć na narty i zdążyć jeszcze na wieczór do pracy... ;-) Warto także przejechać się na szczyt Titlis, a to za sprawą naprawdę przepięknej panoramy i najwyżej położonego mostu linowego w Alpach! Przespacerowanie się mostem zawieszonym na wysokości ponad 3000m to nie lada gratka, aczkolwiek dla wprawnych via-ferratowców będzie to bardziej ciekawostka, aniżeli przypływ adrenaliny. 

Jedźcie, bo naprawdę warto! 

PS. I uważajcie na lawiny. Byłam świadkiem jednej z nich, na szczęście odkopali narciarza, ale taki widok nigdy nie jest miły. Poniżej kilka obiecanych zdjęć w lepszej rozdzielczości. Ale serce rośnie, jak się obsweruje taką szwajcarską akcję ratunkową - tylu zaangażowanych ludzi, psy lawinowe, dwa helikoptery... Pełna profeska!



Przeczesywanie lawiniska

Tego poranka było nieco głośniej, niż zwykle...




4 komentarze:

  1. Raz lawinę słyszałam bardzo blisko mnie. To było jakby salwy armatnie, wystraszyło mnie to nie na żarty. Przygoda ta sprawiła, że schodziłam ze szlaku innym zboczem, gdyż zachodziło ryzyko powtórnej lawiny, oraz że szlak, którym przywędrowałam (i zamierzałam także wracać) mógł być już nie do przejścia. Trochę ryzykowna eskapada w odwilży.
    Dziś czasem gdy zaświeci słońce, słyszę jak śnieg się osuwa, mieszkam niedaleko pokaźnego dwutysięcznika, którego spad jest dość stromy i to częste.
    To, co mnie kiedyś mocno zaintrygowało na jednym ze stoków narciarskich, to małe dziecko, na oko, chłopczyk nie miał więcej niż 3 lata, a sunął na nartach jak wprawiony sportowiec, profesjonalnie łapał balans. Świetnie, że Szwajcarzy nie trzymają dzieci pod kloszem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szwajcarzy to bardzo aktywny naród, już od małego! Ale w Polsce też widzę tendencję do stawiania maluchów na narty ;-)
      A lawina to okropny żywioł, i nawet z dużą wiedzą można się pomylić... Ale myślę, że w każdy sport wpisane jest mniejsze lub większe ryzyko, i to też sprawia, że te niebezpieczniejsze sporty przynoszą później dużo większe dawki adrenaliny!

      Usuń
  2. Engelberg to kojarzę jedynie ze skoków narciarskich oglądanych w telewizji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ja też (do niedawna)... Potem miałam okres fascynacji tym wiszącym mostkiem, a na koniec (eureka!), że można tam nawet pojeździć na nartach... :D

      Usuń