Jegihorn Via Ferrata

14:29 Via Szwajcaria 4 Comments

Zawsze mnie cieszyły te wszystkie klamry, drabinki i wspomagacze na via ferratach, ale i to w końcu człowiekowi zaczyna powszednieć. Patrzy na te kolosy górskie i chciałby sięgać coraz wyżej, i wyżej. Wreszcie udaje się połączyć przyjemne z wymagającym - via ferrata poprowadzona w wysokim terenie i dająca smak prawdziwej wspinaczki? A któż nie lubi dotykać skały zamiast zimnego metalu i poczuć smak zdobytego szczytu?



Punkt początkowy: wioska Saas Grund (1559m) - możliwość podjechania samochodem pod kolejkę i zaparkowania na płatnym parkingu, który nie jest taki drogi - za cały dzień wyszło nam chyba coś około 7 franków. Wjeżdżamy kolejką na pierwszą stację Kreuzboden Midway Station (oczywiście jest możliwość wejścia z dołu na piechotę, ale naprawdę nie polecam - szlak był bardzo długi, kiedy wracaliśmy w dół, więc mogę sobie tylko wyobrazić jak dłuży się do góry…). Koszt kolejki niestety typowo szwajcarski, ale da się przeżyć - szczególnie jeśli posiadamy kartę zniżkową Halbtax Abo (Demi-tarif). Ze zniżką wjazd do góry około 12,50 CHF, bez zniżki 25 CHF. Jeżeli planujemy zjechać także z powrotem, możemy kupić łączoną wersję w dwie strony, ale uwaga - ostatni wagonik zjeżdża już o 16:45, także jeśli ktoś nie lubi się spieszyć, a woli grubszy portfel można spokojnie wybrać wariant podjazdu tylko pod górę i schodzenia aż do Saas Grund pieszo.
Czas przejścia: z Kreuzbodem Midway Station do rozpoczęcia via ferraty około 1h, via ferrata na szczyt Jegihornu około 3,5h, zejście do Kreuzboden 1,5h, łącznie 6h. Zejście z Kreuzbodem do Saas Grund to spacerek na około 2h. 
Stopień trudności: KS3-C, wysokoalpejski teren, do przejścia jedynie w bardzo dobrych warunkach atmosferycznych (powiedział mój przewodnik, a ja się pod nosem zaśmiałam - jak doczytacie notkę do końca, to będziecie wiedzieć dlaczego…).
Różnica wysokości: 850m (w tym sama via ferrata 460m).





Szczyt Jegihornu od dziesięcioleci przyciągał wielu turystów za sprawą cudownych widoków na otaczające go lodowce i szczyty - Weissmies, Allalinhorn i łańcuch Mischabel. Mimo, iż na Jagihorn prowadzi dość prosty i sensowny szlak górski o stopniu trudności rzędu Tatr Wysokich; ktoś wpadł na pomysł, żeby udostępnić całą radość znajdującą się po drugiej strony góry. W 2000 roku zdecydowano się tam na skonstruowanie via ferraty, która całkowicie ubezpieczyła wspinaczkową drogę. Teren do wspinaczki jest bardzo atrakcyjny dzięki ukształtowaniu skał i ciekawym kominom skalnym, w których się wspinamy, zatem ułatwienia drogowe w postaci klamer, czy wypustek pod nogi znajdziemy jedynie w bardzo-bardzo skomplikowanych miejscach. Przez większość czasu twórcy via ferraty dają nam się pocieszyć gołą skałą i własnymi technicznymi umiejętnościami, wciąż jednak będąc bezpiecznie przypiętym do stalowej liny. Całość atmosfery dopełniają kolory góry, które zmieniają się wraz z warunkami atmosferycznymi - od zamglonej czerwieni, poprzez złowieszczą czerń, aż do przepięknego złota i brązu w promieniach słońca.






Bywają miejsca, że mamy wygodną drabinkę, ale bywają i też miejsca, gdzie nie wiadomo, jak dać rękę, a jak nogę. Sławne miejsce znajduje się pomiędzy dwoma szczytami, gdzie mamy do przejścia skałę ostrą na szczycie i śliską po bokach - coś, jakbyście próbowali chodzić po dużym pudełku od Toblerone. Ochrzciliśmy to miejsce „szlakiem Golluma”, gdyż oboje pokonywaliśmy je w dość dziwny i pokraczny sposób. Z przyczyn osobistych zdjęć nie posiadamy, troszkę nam się spieszyło… A gdzie? I tu się rozpoczyna cała historia.



Ostatnimi czasy dzięki stronie fejsbukowej Via Szwajcarii mogę się dowiedzieć przydatnych rzeczy od czytelników. Marcin Gałuszka, którego serdecznie pozdrawiam, polecił mi aplikację Meteo Swiss - fantastyczna apka, która dokładnie pokazuje przesuwające się fronty atmosferyczne w Szwajcarii. Idealna na planowanie górskich wycieczek. Szkoda tylko, że nasza brawura i wiara pt. „zrobimy tę ferratę szybciej” zawiodła. Złapał nas paskudny deszcz. Gdzieś na wysokości „szlaku Golluma”, a tu się jeszcze trzeba wspiąć na drugi szczyt. Ślisko jak cholera, zimno do szpiku kości, no ale jedyna słuszna decyzja zapadła - wracać czasowo się nie opłaca, bo jeszcze dłużej się poślizgamy po skałach, a na szczyt już chyba niedaleko. Wiedzieliśmy też, że po zdobyciu szczytu czeka nas już „normalne” zejście, a więc bez mokrej liny i śliskich skał. Niestety, biec po via ferracie się nie da, a kiedy zrobiło się już bardzo źle, zapadła kolejna decyzja o prowizorycznym biwaku. I totalnie pomógł nam fakt, że dzięki tej fantastycznej apce Meteo Swiss wiedziałam, że deszcz nas złapie najwyżej na godzinę, a potem mamy szansę na słońce. Z taką też nadzieją skuliliśmy się na plecakach pod jakąś skałą, nałożyliśmy na siebie folię NRC i zaczęliśmy drzemać. I tu chwała mojemu chłopakowi, że zawsze nosi ją w plecaku, bo to jednak wspaniały tropik i daje trochę ciepła. A biwakowanie w chmurze przelatującej na wysokości 3000m do ciepłych nie należy. 




I udało się! Po 45 minutach deszcz ustał, a my trochę mokrzy i szczękający zębami zdobyliśmy szczyt - 3206m! Pogoda się nad nami zlitowała i użyczyła nam na koniec trochę słońca, żeby osuszyć nasze mokre rzeczy i dodać na twarzy uśmiechu. 





Spacer do Saas Grund może i przydługawy, ale obfitował w wiele rozrywek. Pierwszy raz w swoim życiu widziałam tyle grubiutkich świstaków za jednym razem (doliczyliśmy około 20), wielką rozrywką były też dla nas żółte znaki informujące o czasie zejścia na dół - albo skakały niemożliwie wolno, albo trzy razy wskazywały ten sam czas przejścia (i co tam, że od poprzedniego znaku minęło pół godziny… może im brakowało naklejek?). 




Wycieczka cudowna i na długo zostanie w mojej pamięci. Apetyt urósł na kolejne tego typu szczyty! Może polecacie coś szczególnie? 

4 komentarze:

  1. Szwajcaria to się kojarzy przynajmniej głównie mi z 4 tysięcznikami, a u Ciebie na blogu propozycje via ferratowe jakie ma do zaoferowania ten kraj. Super :) Obowiązkowo dodaję w linki i staję się stałą czytelniczką. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ja preferuję typowe "treningi" przed 4-tysięcznikami i relaksacyjne wycieczki póki co ;) Po prostu Szwajcaria aktywnie, w zasięgu ręki dla każdego! Witam w gronie czytelników i pozdrawiam!

      Usuń