St. Leonard Lac Souterrain

05:34 Via Szwajcaria 1 Comments

Czy wiedzieliście, że w Szwajcarii istnieje największe naturalne podziemne jezioro w Europie? Sama byłam zdziwiona, a tym bardziej, że znajduje się w moim sąsiedztwie! Mowa oczywiście o St. Leonard Lac Souterrain.



Dojazd do jeziora jest bardzo wygodny, należy się jedynie kierować do kantonu Valais, a następnie do małej wioski o nazwie Saint Leonard. W samym miasteczku nie za bardzo jest co zwiedzać, oprócz jeziora mamy jedynie mały placyk i kilka restauracji. Zwiedzanie jeziora nie trwa długo (około 30 - 40 min), więc jak już ktoś fatyguje się specjalnie do innego kantonu, to polecam połączenie zwiedzania z innymi atrakcjami dostępnymi w pobliżu, czyli na przykład:

1.       zamki i muzea w Sierre i Sion (z St. Leonard prowadzi mój ulubiony szlak rowerowy nad rzeką Rhone, także polecam zabranie rowerów, jeśli macie taką możliwość!)
2.   baseny termalne Les Bains d’Ovronnaz (wysoko położone termy ze wspaniałym widokiem na Alpy, a kupując bilet na zwiedzanie jeziorka otrzymujemy 5 franków zniżki na termy)
3.         wszelkie szlaki spacerowe typu „bisses“, np. niedawno opisane przeze mnie Bisses de Nendaz



Jednym słowem w kantonie Valais atrakcji masa, ale to chyba typowe dla całej malutkiej Szwajcarii. Wróćmy jednak do kwintesencji dzisiejszego wpisu, czyli St. Leonard Lac Souterrain. Jak już wspomniałam wcześniej, jest to największe tego typu jezioro w Europie. Jego długość wynosi 260m, a szerokość maksymalnie 29m. Głębokość waha się od 4 do 13 metrów i mogę przyznać, że to najczystsza woda, jaką w życiu widziałam. Oglądanie jaskiniowego dna jest wprost bajkowe! Przy okazji jest to też jedno z najzimniejszych jeziorek, jakich miałam okazje dotknąć (jego stała temperatura wynosi jedynie 11 stopni Celsjusza!), no ale raczej nikt nie wybiera się tutaj na doskonalenie pływania...


Jezioro zostało odkryte dopiero w 1943 roku przez Jean-Jaques Pittarda. Z jego zapisków wynika, że poziom wody w tamtych czasach był znacznie większy, jednak w 1946 roku trzęsienie ziemi o sile 5,6 w skali Richtera otworzyło dodatkowe ujścia dla wody i poziom znacznie się obniżył. Publiczność mogła podziwiać podziemne cudo dopiero od 1949 roku. Dodatkowo w latach 2000-2003 Szwajcarzy umocnili konstrukcję jaskini za pomocą 5000 tysięcy zbrojeń i przyznam szczerze, że wygląda to niesamowicie, a mój chłopak-inżynier był wręcz zachwycony ;-)



Zwiedzać jezioro można codziennie od 15 marca do 1 listopada  w godzinach 9:00-17:00. Każde wejście zaczyna się średnio co pół godziny i odbywa się w obecności przewodnika, który służy również jako „gondolier“. Podczas przeprawy po jeziorze za pomocą długiej i dość chybotliwej barki, przewodnik snuje nam historie prawidziwe, przeplatane z legendami i domysłami. Opowiada o całej grupie nietoperzy zamieszkujących jaskinię (niestety, wszystkie smacznie i grzecznie spały, więc ciężko było na nie trafić), pokazuje zatopione łódki pozostawione prawdopodobnie przez poprzedników eksplorujących te ciche wody, a nawet rozwodzi się o podobiznach skał, z których najciekawszą był chyba King Kong...



No cóż, jaskinię trzeba było uczynić jak najbardziej interesującą ;-) Bajania gondoliera odbywają się w trzech językach – angielskim, francuskim i niemieckim. Na końcu podłużnego jeziora znajduje się instalacja świetlna (akurat mi udało się złapać na zdjęciu motyla) oraz dwa symbole Valais, które być może uda Wam się zobaczyć na tym słabej jakości zdjęciu: beczki z winem z miejscowych latorośli oraz Matka Boska Valais, czyli zapewne jakaś kolejna, rolnicza Madonna, czuwająca nad zbiorami winogron w tym kantonie.



Oczywiście na pływającej barce będzie też mowa o wspomnianych wcześniej zbrojeniach, przewodnik pokaże nam też ciekawą budowę skały i jej przekrój. Przez całą podróż będą towarzyszyły nam wielkie ryby, które nie znalazły się tam przypadkowo, a specjalnie zostały wpuszczone do jeziora, zapewne w celu podtrzymania czystości lub uatrakcyjnienia obiektu.



Opłata za wstęp do podziemnego królestwa wynosi 10 franków dla dorosłych oraz 5 franków dla dzieci. Co ciekawe, na końcu zwiedzania przewodnik grzechocze nam przed nosem puszką tłumacząc, że za przeprawę z klientami nikt im nie płaci i dostają jedynie to, co wrzuci się im do puszki. Choć trudno mi w to uwierzyć, oczywiście nie wypadało opuścić łódki bez wrzucenia jakiegokolwiek napiwku, więc warto przygotować sobie chociaż jednego dodatkowego franka.


Myślę, że naprawdę warto tu wpaść, bo jezioro mimo wszystko robi ogromne wrażenie, a dodatkowo dla miłośników doznań muzycznych polecam śledzenie oficjalnej strony ośrodka, gdyż oferuje on bogatą ofertę kulturalną! Sama byłabym ciekawa, jak to jest słuchać koncertu na łódkach, a właściciele zarzekają się, że akustyka jaskini jest fantastyczna! Ciekawe co na to nietoperze... ;-)


Bardzo przepraszam za tragiczną jakość zdjęć, ale póki co dysponuję jedynie swoim iPhonem, a on niestety poległ w ciemnych otchłaniach podziemnego jeziora...

1 komentarz:

  1. Bombowe... i ryby tam widać, magiczne miejsce.

    OdpowiedzUsuń